Ten ostatni powrót do domu to była podróż zapachów. Najpierw z niespokojnego snu wyrwał mnie intensywny aromat kawy. Chłopak o skórze koloru jej ziaren odkręcił słój, żeby jego sąsiad mógł powąchać, ale ten zapach dotarł aż do mnie, siedzącej po drugiej stronie pociągowego korytarzyka. Zadział na mnie bardzo mocno, niemal jak łyk espresso i przez dobrą godzinę wpatrywałam się w ciemność za oknem. A potem przyszedł czas na tramwaj. Znów nieprzytomna, próbowałam znaleźć sposób, jak przebyć pieszo ostatnie 15 minut do domu. W perspektywie miałam spacer przez wilgotną, ciemną łąkę i piaszczystą drogę pełną dziur-niespodzianek. I właśnie wtedy, po raz pierwszy tej jesieni, poczułam je. Mandarynki. Ich woń dobiegała zza moich pleców. Dwie Hiszpanki o 5 nad ranem w starym tramwaju gdzieś pośrodku niczego obierały sobie w najlepsze mandarynki. Wzięłam głęboki oddech. Ich zapach wciąż był ze mną, gdy po cichutku przekręcałam klucz w drzwiach domu.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kartki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kartki. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 26 października 2017
sobota, 30 kwietnia 2016
Bardzo lubię pociągi. Lubię ten monotonny stukot i delikatne trzęsienie. Lubię to, że w pociągu mogę robić nic. Po prostu patrzeć przez okno gdzieś w dal, a moje myśli wędrują swobodnie. Lubię też uśmiechać się do osób jadących ze mną i wymieniać z nimi miłe uprzejmości.
Będąc małą dziewczynką bardzo dużo podróżowałam pociągami razem z tatą. Jeździliśmy do rodziny na drugi koniec Polski, w góry, do Krakowa. Spędzałam wtedy w pociągu nawet kilkanaście godzin, ale nigdy mi się to nie dłużyło. Czas upływał mi wtedy na czytaniu książek albo po prostu na patrzeniu na pejzaż zmieniający się za oknem. Mijaliśmy pola i łąki, a tata opowiadał mi o roślinach, które tam rosną.
Minął kolejny miesiąc, a ja tak niewiele Wam pokazuję, mimo że w mojej głowie i na biurku powstaje całkiem sporo. Niestety, studia i inne obowiązki zajmują mnie na tyle, że żeby zmotywować się do wrzucenia tu czegoś, potrzebuję wolnego weekendu. Odpocznijcie nieco w majówkę!
poniedziałek, 26 października 2015
Zosia i Marek
Zosia to księżniczka, Marek matematyk, ale oboje marzą o wspólnym sadzie. Dlatego pod koniec sierpnia zdecydowali, że już zawsze będą razem, a ja miałam tę radość, że mogłam wspierać ich od kuchni.
Co z tego wyszło? Proszę popatrzeć:
Kartka, którą im podarowałam:
I ostatnie zdjęcie, jeśli jeszcze mi nie uwierzyliście, że Zosia to prawdziwa księżniczka!

To i większość zdjęć w tym poście zawdzięczam super-fotografowi - Adamowi Zaszkowskiemu.
wtorek, 20 października 2015
Agnieszka i Baktash
Pam pam pam. Stop. Pampanie w biurko co chwila muszę przerywać, żeby wytrzeć nos, z którego wciąż kapie. Przez to wcale nie mogę się skupić na pampaniu, a co dopiero na pisaniu. Zrobiło się całkiem szaro i buro, ale dlaczego właściwie ma mi to przeszkadzać, skoro przez nasze okno i tak nie widać kolorów Pola Mokotowskiego. Tęsknię za lasem. I z tej tęsknoty pokażę Wam jeszcze wrześniową ślubną kartkę dla pary, która miała "leśny" ślub.
Ubierajcie czapkę, już na to w sam raz czas.
niedziela, 13 września 2015
Pani Regina
Naburmuszonym głosem mówi: "Słucham". Dziś znów spóźniłam się 5 minut. Przechodzi jej natychmiast, właściwie wtedy, gdy otwiera mi drzwi. Uśmiecha się posępnie, kiwa głową i pyta, czy nie jest mi zimno z tak odsłoniętą szyją. Czy pada? Zapomniała mi ostatnio powiedzieć, że powinnam nosić już cieplejsze buty. Listę dyktuje mi z zawrotną prędkością, dopytując, czy na pewno wiem, jaki chleb kupić. I żebym pamiętała o dacie ważności!
Jest słodka, gdy tak wspina się na palce, by zobaczyć, co przyniosłam w garnuszkach. Bardzo samodzielna, nigdy nie chce mojej pomocy. Wykonuje zbyt dużo zbędnych ruchów. W tym białym fartuchu wygląda przedziwnie. Mała białowłosa laleczka przebrana w strój naukowca. Gdy wychodzę, dopytuje jeszcze tylko, czy przyjdę w czwartek. Do zobaczenia, wiem, że będzie czekała.
Pani Regina ma 93 lata. Boję się, że pewnego dnia nie otworzy mi drzwi.
Wiecie już, że ślubującym najbardziej lubię dawać kartki dziwne. O, jak tu:
Dobrej nocy!
Jest słodka, gdy tak wspina się na palce, by zobaczyć, co przyniosłam w garnuszkach. Bardzo samodzielna, nigdy nie chce mojej pomocy. Wykonuje zbyt dużo zbędnych ruchów. W tym białym fartuchu wygląda przedziwnie. Mała białowłosa laleczka przebrana w strój naukowca. Gdy wychodzę, dopytuje jeszcze tylko, czy przyjdę w czwartek. Do zobaczenia, wiem, że będzie czekała.
Pani Regina ma 93 lata. Boję się, że pewnego dnia nie otworzy mi drzwi.
__________________________________________________________________________________
Wiecie już, że ślubującym najbardziej lubię dawać kartki dziwne. O, jak tu:
poniedziałek, 10 sierpnia 2015
Lubię skrawki
Otwieram papierowe pudełko, w którym skrzętnie je przechowuję i nie potrafię oderwać od nich oczu. Lubię te ich podłużne kształty i fragmenty wzorów, które na tak małych powierzchniach nabierają zupełnie nowych znaczeń. Przekładam je w palcach i szukam w pamięci arkuszy, z których powstały. Zaskakują mnie. Czasem pod moimi powiekami dobudowuję do nich zupełnie nowe motywy. Czasem coś dorysowuję. A potem układam je bardzo ostrożnie na bazie, działam z aptekarską dokładnością. Przesuwam delikatnie, szukając najlepszej kompozycji kształtów i kolorów. Docinam i drę. Trwa to zbyt długo. A gdy w końcu czuję, że to jet to, radośnie zakrywam kolaż warstwą farb, motylków, gazy, tagów, zdjęć, kwiatów i innych detali, by tylko nie było go widać.
O, jak tu:
sobota, 4 lipca 2015
Czerwcowo jeszcze
Dużo się działo. Dużo. Bardzo.
Był więc zlot, a na nim warsztaty z cudowną Anną Rogalską. A nocą poprzedzającą zlot szalona wyprawa w czasie burzy i
ulewy nad Zegrze, bo nie mamy już 16 lat. Był ślub słodkich Asi i Michała. Były bydgoskie Rękoczyny w Kamienicy 12 organizowane przez Bydgoski Handmade Room wraz z kursem linorytu i dwudniowymi targami. A w tym wszystkim jeszcze końcówka semestru z wszelakimi zaliczeniami i egzaminem z aero(!). Kropkę nad i postawiły moje urodziny, po których już nic nie będzie takie samo, a to za sprawą gilotyny, która od tego dnia zamieszkała na moim biurku i sprawiła, że cokolwiek robię, dzieje się to w zawrotnie szybkim tempie.
Warsztaty z Anną
Było bardzo dobrze. Czekałam na zlot i warsztaty (i tu nie chodzi tylko o wolną słoneczną sobotę w tym przepełnionym nauką okresie), ale nie miałam pojęcia, czego się spodziewać. Wydawało mi się, że takie warsztaty mogą być odkryciem czegoś zupełnie nowego, ale równie dobrze mogą się okazać w moim wykonaniu klapą. Bałam się, że w sumie nic nowego się nie dowiem, tylko okaże się, że ja po prostu nie umiem tworzyć wielu warstw, że nie poradzę sobie z presją tworzenia "tu i teraz", wśród tylu innych, obcych mi osób. Żeby ocenić, jak bardzo się myliłam, wystarczy popatrzeć na efekt. Od samego początku panowała bardzo przyjacielska i luźna atmosfera, a wskazówki Anny były naprawdę trafne i pomocne, poznałam sporo przydatnych tricków. Bardzo chciałam się przede wszystkim odblokować i wydaje mi się, że choć po części mi się to udało. Te warsztaty przyniosły także coś innego: w końcu dowiedziałam się, co to za śliczna biała siateczka, która od jakiegoś czasu spędzała mi sen z powiek. Nawet, jak później się okazało, mam jej własne złoże w wielkim kartonie w domowej apteczce.
| Anna i Tusia oraz uczestniczki warsztatów. |
| Magda podziwia swoją pracę. (Jeśli, Madziu, kiedyś przypadkowo tu trafisz, to, proszę, daj znać!) |
![]() |
| Narcyz ze mnie - oscrapowywać własne zdjęcie! |
Nawet na zlocie udało się wciągnąć Julkę na jeden wieczór i popełniła dwie kartki. :-)
Kartka dla Asi i Michała
Wiedziałam, że nie chcę tu szaleć, czułam, że muszę zrobić coś klimatycznego. Wyszło takie o:
Rękoczyny
Najpierw były warsztaty z linorytu, na które, nie wiadomo dlaczego, się zapisałam. Potrzebowałam jakiegoś projektu, na szczęście kilka dni wcześniej musiałam odreagować, ucząc się do aero, i tak się stało, że przerysowałam nagą kobietę od tyłu z książki do nauki rysunku. To bynajmniej nie dlatego, że mam jakiś pociąg do nagich kobiet od tyłu, po prostu bardzo spodobało mi się cieniowanie na tym rysunku i moja ręka bardzo chciała je wypróbować. Na linorycie nie pozostało z tego nic, a on sam wygląda tak:
Pamiętajcie, żeby pić koniecznie dużo lemoniady, bo jest dobra!
Joda
czwartek, 4 czerwca 2015
Joda bywa nieprzewidywalna, zwłaszcza gdy ktoś daje jej wolną Rękę. Dowód możecie obejrzeć poniżej. Kartka ślubna (jeśli masz jeszcze jakieś wątpliwości, Drogi Gościu).
I mediowa zakładka, bo wakacje czuć w powietrzu, a książki przebierają już nóżkami na półce. Muszą jednak poczekać, aż uporam się z aerodynamiką.
Wykorzystałam białe gesso, mgiełki i stempel 3rd Eye z Na Strychu.
![]() |
| słowami karmię duszę |
wtorek, 2 czerwca 2015
Przez całe moje dotychczasowe życie twórcze towarzyszyła mi jakaś scraperka, którą absolutnie ubóstwiałam, każda jej praca wydawała się idealna, na jej bloga potrafiłam wchodzić kilka razy dziennie, by z bijącym sercem sprawdzić, czy pojawiło się coś nowego, a gdy miałam więcej czasu zanurzałam się w archiwum, śledziłam rozwój jej warsztatu i talentu. Takich scraperek było już kilka. Niektóre zostawały u mnie na dłużej, inne tylko na chwilkę; pokazywały mi to, czego aktualnie najbardziej potrzebowałam. Sama pozostawałam bardzo długo w ukryciu, bloga założyłam dopiero trzy lata po popełnieniu pierwszej kartki. Czasem żałuję, czasem się cieszę - niektóre z wtedy zrobionych rzeczy najchętniej zepchnęłabym w najdalsze zakątki niepamięci. Styl, w którym chciałam tworzyć ewoluował, a wraz z nim zmieniały się scrapowe autorytety. Nigdy ich specjalnie nie szukałam - same przychodziły, czasem bardzo laminarnie, czasem powodując trzęsienie w moim postrzeganiu. Aż do teraz. Bo teraz nie ma nikogo. Wciąż wiele scraperek podziwiam za ich kunszt, nawet artyzm, ale nie ma zakochania. Czasem jeszcze błąkam się po blogach z nadzieją, że może kogoś przeoczyłam i coś między nami zaiskrzy. Cichy głos w głowie podpowiada jednak, że może to już czas. Że mam w sobie już na tyle dojrzałości, by nareszcie dookreślić siebie.
Próby są wciąż podejmowane, oto jedna z nich - starałam się bardziej przybrudzić, dodać więcej grunge'u, drobnych szczegółów, magii. Dać więcej siebie.
Próby są wciąż podejmowane, oto jedna z nich - starałam się bardziej przybrudzić, dodać więcej grunge'u, drobnych szczegółów, magii. Dać więcej siebie.
Dobrego dnia!
czwartek, 26 marca 2015
Proces twórczy
Spełnienie. To niezwykle górnolotne słowo, ale świetnie określa mój stan ducha.
Czasem jest tak, że wpada Ci w ręce papier, zdjęcie lub po prostu kolor i wiesz, że musisz, absolutnie MUSISZ coś z tego stworzyć. Czasem jest też tak, że po prostu Twój przyjaciel ma urodziny i chcesz obdarować go wyjątkowo. Czasem tworzysz, tworzysz i tworzysz, zalewa Cię coraz większa fala pomysłów. Ale są też takie czasem, że w głowie po prostu pomysł rodzi się sam. Najpierw kiełkuje, potem bardzo powoli rozwija się i dojrzewa. No i siedzi Ci w głowie, sercu i wątrobie jak ten chwast. Nie daje spać po nocach i nic sobie nie robi z tego, że Ty po prostu nie możesz teraz, nie masz czasu i warsztatu przy sobie. I nie zaznasz spokoju, póki nie usiądziesz przy biurku Jody i nie pozwolisz jej ręce tworzyć.
Tak właśnie powstały "ulotne".
![]() |
| "do what makes you come alive" |
A po "ulotnych" przyszło owo wspaniałe spełnienie. Czy istnieje inny powód, dla którego to wszystko robimy?
I prosta kartka zrobiona bardziej przez wzgląd na okoliczności kalendarza, nie z wewnętrznych potrzeb serca. Na wyzwanie Na Strychu:
Subskrybuj:
Posty (Atom)








































.jpg)

.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
