niedziela, 13 września 2015

Pani Regina

Naburmuszonym głosem mówi: "Słucham". Dziś znów spóźniłam się 5 minut. Przechodzi jej natychmiast, właściwie wtedy, gdy otwiera mi drzwi. Uśmiecha się posępnie, kiwa głową i pyta, czy nie jest mi zimno z tak odsłoniętą szyją. Czy pada? Zapomniała mi ostatnio powiedzieć, że powinnam nosić już cieplejsze buty. Listę dyktuje mi z zawrotną prędkością, dopytując, czy na pewno wiem, jaki chleb kupić. I żebym pamiętała o dacie ważności!

Jest słodka, gdy tak wspina się na palce, by zobaczyć, co przyniosłam w garnuszkach. Bardzo samodzielna, nigdy nie chce mojej pomocy. Wykonuje zbyt dużo zbędnych ruchów. W tym białym fartuchu wygląda przedziwnie. Mała białowłosa laleczka przebrana w strój naukowca. Gdy wychodzę, dopytuje jeszcze tylko, czy przyjdę w czwartek. Do zobaczenia, wiem, że będzie czekała.

Pani Regina ma 93 lata. Boję się, że pewnego dnia nie otworzy mi drzwi.
    
__________________________________________________________________________________

Wiecie już, że ślubującym najbardziej lubię dawać kartki dziwne. O, jak tu:




Dobrej nocy!



wtorek, 8 września 2015

Wigry, Wigry, Wigry: część II, czyli slajdowisko

Dziś bez zbędnych słów. Usiądźcie wygodnie - zapraszam do oglądania dawno obiecanych zdjęć z Letniej Szkoły Kaligrafii i Iluminacji

Grzegorz czaruje na papierze. 


Czas w skryptorium płynie zupełnie inaczej.


Tęcza nad skryptorium - tylko ona mogła nas stamtąd wyciągnąć. 

 
Pokursowy wernisaż, czyli wino, kaligrafia, rozmowy i dużo radości. 

J.R.R. Tolkien

Atramentowe serce
Za zdjęcia dziękuję pięknie Ani i Karolinie. Pozdrowienia dla wszystkich Wigrowiczów!


wtorek, 11 sierpnia 2015

Monochromatycznie

Od początku roku po cichutku przyglądam się art-żurnalowemu projektowi Kawy i Nożyczek 
i marzę, że w końcu i ja do niego dołączę. I dziś się udało, co prawda z dziennym poślizgiem. Może spróbuję jeszcze do końca wakacji nadrobić cokolwiek z poprzednich miesięcy.

Wchodzę w sierpniowy temat {kolor} i formę {monochromatycznie}. Najpierw myślę o kawie, ale wtedy moje stopy same prowadzą mnie do kuchni, a nie mogę pić jej już więcej. Przesuwam palcami po zaostrzonych końcówkach kredek akwarelowych i już wiem. Siny, gołębi, grafit, bury, stalowy, srebrny. Chciałam zrobić coś bardzo prostego. Wyciągam więc pudełko z małymi wycinkami resztek papierów i wybieram te pasujące. Układam je jak puzzle, ale niezbyt dokładnie, nie muszą przecież idealnie pasować. Dodaję jeszcze coś od siebie, kilka szarych słów, które grają w mojej duszy. 





Dobrego dnia!

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Lubię skrawki

Otwieram papierowe pudełko, w którym skrzętnie je przechowuję i nie potrafię oderwać od nich oczu. Lubię te ich podłużne kształty i fragmenty wzorów, które na tak małych powierzchniach nabierają zupełnie nowych znaczeń. Przekładam je w palcach i szukam w pamięci arkuszy, z których powstały. Zaskakują mnie. Czasem pod moimi powiekami dobudowuję do nich zupełnie nowe motywy.  Czasem coś dorysowuję. A potem układam je bardzo ostrożnie na bazie, działam z aptekarską dokładnością. Przesuwam delikatnie, szukając najlepszej kompozycji kształtów i kolorów.  Docinam i drę. Trwa to zbyt długo. A gdy w końcu czuję, że to jet to, radośnie zakrywam kolaż warstwą farb, motylków, gazy, tagów, zdjęć, kwiatów i innych detali, by tylko nie było go widać.

O, jak tu:




niedziela, 26 lipca 2015

Okładka art journala

Siedziała, siedziała, siedziała u mnie w głowie, lecz kiedy w końcu ją wyplułam, zupełnie nie przypominała samej siebie.



Dzięki metalowym zapięciom będę mogła w każdej chwili dodać kolejne strony do mojego pamiętnika.

Z tyłu zostawiłam sporo miejsca na oddech.
I jeszcze mały skarb, który znalazłam wczoraj wśród starych przepisów mojej mamy:


Buziaki!

środa, 22 lipca 2015

Wigry, Wigry, Wigry!

Ostatnio ręka Jody ciągle poplamiona atramentem. Co prawda owe plamy znikają podczas intensywnego mycia włosów, ale bardzo szybko powstają nowe. Od Letniej Szkoły Kaligrafii i Iluminacji ani dnia bez linijki!

Całe dnie spędzone w skryptorium wśród murów pokamedulskiego klasztoru w Wigrach, godziny kaligrafowania, malutkie filiżanki z zieloną herbatą, tańce regencyjne, najpyszniejsze pierogi z gorącymi malinami, ważne rozmowy i mądre słowa, a przede wszystkim cudnie zakręceni ludzie z najlepszymi tutorami - Nibme i Grzegorzem - na czele. Tak pokrótce można opisać ostatni tydzień. To znamienne - każdy z uczestników warsztatów miał w sobie to coś, co tworzyło fenomenalny klimat. Bo przecież nie można być do końca normalnym, by w letni, wakacyjny tydzień, zamiast cieszyć się pięknem Wigier, pisać literki!

Podpis na oknie mojego eremu. Wykonany dnia drugiego.
Oczywiście, zaczęłyśmy (bo miałyśmy bardzo dziewczyńską grupę) od najtrudniejszego, więc nie bez powodu najbardziej efekciarskiego, copperplate'a (kursywa angielska) oraz gotyckiej fraktury. Droga była długa, kręta i skalista (jak widać na zdjęciu powyżej). Co ważne, warsztaty nie polegały jedynie na ćwiczeniach we własnym zeszycie - pod koniec tygodnia odbył się wernisaż, na którym każdy z uczestników mógł przedstawić swoje prace. Myślę, że dawało mi to bardzo dużo motywacji, poczucie, że cały czas do czegoś zmierzam, pobudzało kreatywność. Niestety, dziś moich końcowych prac tu nie pokażę - ruszyły w świat, a na zdjęcia musimy jeszcze trochę poczekać.

Dobrej nocy!

sobota, 4 lipca 2015

Czerwcowo jeszcze

Dużo się działo. Dużo. Bardzo. 

Był więc zlot, a na nim warsztaty z cudowną Anną Rogalską. A nocą poprzedzającą zlot szalona wyprawa w czasie burzy i ulewy nad Zegrze, bo nie mamy już 16 lat. Był ślub słodkich Asi i Michała. Były bydgoskie Rękoczyny w Kamienicy 12 organizowane przez Bydgoski Handmade Room wraz z kursem linorytu i dwudniowymi targami. A w tym wszystkim jeszcze końcówka semestru z wszelakimi zaliczeniami i egzaminem z aero(!). Kropkę nad i postawiły moje urodziny, po których już nic nie będzie takie samo, a to za sprawą gilotyny, która od tego dnia zamieszkała na moim biurku i sprawiła, że cokolwiek robię, dzieje się to w zawrotnie szybkim tempie.

Warsztaty z Anną

Było bardzo dobrze. Czekałam na zlot i warsztaty (i tu nie chodzi tylko o wolną słoneczną sobotę w tym przepełnionym nauką okresie), ale nie miałam pojęcia, czego się spodziewać. Wydawało mi się, że takie warsztaty mogą być odkryciem czegoś zupełnie nowego, ale równie dobrze mogą się okazać w moim wykonaniu klapą. Bałam się, że w sumie nic nowego się nie dowiem, tylko okaże się, że ja po prostu nie umiem tworzyć wielu warstw, że nie poradzę sobie z presją tworzenia "tu i teraz", wśród tylu innych, obcych mi osób. Żeby ocenić, jak bardzo się myliłam, wystarczy popatrzeć na efekt. Od samego początku panowała bardzo przyjacielska i luźna atmosfera, a wskazówki Anny były naprawdę trafne i pomocne, poznałam sporo przydatnych tricków. Bardzo chciałam się przede wszystkim odblokować i wydaje mi się, że choć po części mi się to udało. Te warsztaty przyniosły także coś innego: w końcu dowiedziałam się, co to za śliczna biała siateczka, która od jakiegoś czasu spędzała mi sen z powiek. Nawet, jak później się okazało, mam jej własne złoże w wielkim kartonie w domowej apteczce.

Anna i Tusia oraz uczestniczki warsztatów.
Magda podziwia swoją pracę. (Jeśli, Madziu, kiedyś przypadkowo tu trafisz, to, proszę, daj znać!)
Narcyz ze mnie - oscrapowywać własne zdjęcie!




Nawet na zlocie udało się wciągnąć Julkę na jeden wieczór i popełniła dwie kartki. :-)

Kartka dla Asi i Michała

Wiedziałam, że nie chcę tu szaleć, czułam, że muszę zrobić coś klimatycznego. Wyszło takie o:



 Rękoczyny

Najpierw były warsztaty z linorytu, na które, nie wiadomo dlaczego, się zapisałam. Potrzebowałam jakiegoś projektu, na szczęście kilka dni wcześniej musiałam odreagować, ucząc się do aero, i tak się stało, że przerysowałam nagą kobietę od tyłu z książki do nauki rysunku. To bynajmniej nie dlatego, że mam jakiś pociąg do nagich kobiet od tyłu, po prostu bardzo spodobało mi się cieniowanie na tym rysunku i moja ręka bardzo chciała je wypróbować. Na linorycie nie pozostało z tego nic, a on sam wygląda tak:


 Targi - było letnio, sielankowo i... dość pusto. Ale to nic! I tak poznałam kilka przemiłych osób, odnowiłam parę starych, zapomnianych znajomości i zrobiłam szybką kartkę na zamówienie, która powędruje na drugi koniec świata do Yoshi.




Pamiętajcie, żeby pić koniecznie dużo lemoniady, bo jest dobra!
Joda