piątek, 20 maja 2016

Śluby są cudne!

Czy trzeba mówić więcej? Dwie osoby przyrzekają sobie najpiękniejsze rzeczy i zbierają wokół siebie wszystkich, których lubią, żeby z nimi to świętować. To dla mnie naprawdę niesamowite przeżycie - patrzeć na to szczęście, które ze sobą dzielą, na zaufanie i spokój, który kryje się gdzieś pod tymi wszystkimi warstwami koronki, zdenerwowania, zamieszania organizacyjnego czy nawet złej pogody.

Dlatego pewnie najbardziej lubię właśnie przygotowywać podarunki na te okazje, zwłaszcza, gdy para jest mi bliska. Tak właśnie było w przypadku Oli i Gabriela, którym podarowaliśmy album pełen kolorów. 










Na blogu Lemonade sezon ślubny również w pełni, dlatego album bierze udział w ich wyzwaniu. :-)


sobota, 30 kwietnia 2016

Bardzo lubię pociągi. Lubię ten monotonny stukot i delikatne trzęsienie. Lubię to, że w pociągu mogę robić nic. Po prostu patrzeć przez okno gdzieś w dal, a moje myśli wędrują swobodnie. Lubię też uśmiechać się do osób jadących ze mną i wymieniać z nimi miłe uprzejmości. 

Będąc małą dziewczynką bardzo dużo podróżowałam pociągami razem z tatą. Jeździliśmy do rodziny na drugi koniec Polski, w góry, do Krakowa. Spędzałam wtedy  w pociągu nawet kilkanaście godzin, ale nigdy mi się to nie dłużyło. Czas upływał mi wtedy na czytaniu książek albo po prostu na patrzeniu na pejzaż zmieniający się za oknem. Mijaliśmy pola i łąki, a tata opowiadał mi o roślinach, które tam rosną. 

Minął kolejny miesiąc, a ja tak niewiele Wam pokazuję, mimo że w mojej głowie i na biurku powstaje całkiem sporo. Niestety, studia i inne obowiązki zajmują mnie na tyle, że żeby zmotywować się do wrzucenia tu czegoś, potrzebuję wolnego weekendu. Odpocznijcie nieco w majówkę!




wtorek, 22 marca 2016

Był już początek marca, a Joda wciąż nie miała swojego kalendarza. Aż niespodziewanie na jej biurku pojawił się mały prezent. Szybciutko wzięła więc go w swoje łapki i po kilku ruchach nożyczek, szpachelki i pędzla nabrał kawałka jej duszy.




Szczęśliwych i zadumanych Świąt! Ponudźcie się też trochę!

PS Pawłowi ślicznie dziękuję za zdjęcia. ;-)

niedziela, 20 marca 2016

Ania i Daniel

Ani marzyły się sówki, a Danielowi się to całkiem spodobało, więc Joda przez kilka dni ciężko pracowała, żeby powstały zupełnie niepowtarzalne zaproszenia:


 


Te przeurocze sówki to stemple Lemonade kolorowane ręką Jody. Literki to też sprawka tej ręki. 

piątek, 18 grudnia 2015



Czas na świąteczne prezenty! To podarunek dla kolegi z duszpasterstwa u Dominikanów. Każdy z nas miał przygotować ręcznie zrobiony prezent. Pomysły były nieziemskie: gra planszowa, chatka z piernika, kolaże, słoiki pełne domowych przetworów... 



Ja oczywiście zrobiłam coś, co aktualnie sprawia mi największą radość - szyty i oprawiony w materiał zeszyt. Chciałam by było prosto, praktycznie i retro. Piotrkowi szczególnie spodobała się kołatka służąca do otwierania notesu.




Dobrego weekendu! 

wtorek, 17 listopada 2015

Introligatorskie warsztaty w Krakowie



Ostatnio odwiedziłam Kraków. Byłam odrobinę zalękniona strasznym smogiem, ale bardziej podekscytowana spędzeniem soboty i niedzieli w karmelickiej piwnicy, ucząc się podstaw introligatorstwa. Organizatorem warsztatów był oczywiście kochany Kaligraf, a naszym Mistrzem introligatorskim Jan Grochocki (gorąco zachęcam do odwiedzenia strony jego pracowni i podziwiania!).

Marzenie o byciu introligatorem urodziło się w mojej głowie, kiedy jako mała dziewczynka przeczytałam Atramentowe serce i zapragnęłam być jak Mo. Szybko porzuciłam tę myśl na rzecz stania się filozofo - astronomem. Pomysłów było jeszcze kilka i wciąż nie wiem, jak to się stało, że wylądowałam na Politechnice. Introligatorstwo jednak wciąż kłębiło mi się gdzieś z tyłu głowy, a odkąd odkryłam, jaką przyjemność sprawia mi przycinanie, składanie, sklejanie, dotykanie - samo obcowanie z papierem, wiedziałam, że muszę zobaczyć, jak to się robi "po Bożemu". 

Warsztaty rozpoczęły się krótkim zwiedzaniem zbiorów bibliotecznych Klasztoru Karmelitów na Piasku. Później zamknęliśmy się w piwnicy, by w skupieniu pracować. Każdy z nas, pod (czasem bardziej, czasem mniej) czujnym okiem Jana, wykonał notes w sztywnym pokrowcu. Nie było to łatwe zadanie, ale - co bardzo piękne - wszyscy pomagaliśmy sobie, jak tylko potrafiliśmy najlepiej. Takie spotkania zawsze niosą za sobą dużą dawkę ludzkiej życzliwości. Podobno nikt nie jest zadowolony ze swej pierwszej zszytej książki, najważniejsze, że dokładnie poznaliśmy podstawowe tajniki sztuki introligatorskiej, na bazie których każdy może się doskonalić w zaciszu swojego domu. 

Ręce Jody w trakcie klejenia zeszytu.

I najważniejsze -  efekt końcowy!