Tęsknota - to, co teraz mam najcenniejszego.
czwartek, 9 lutego 2017
sobota, 14 stycznia 2017
"31.12.79: Już wkrótce"
Cześć w 2017. Strasznie się zrobiło późno, prawda? Zwłaszcza na zaczynanie życia od nowa.
A z drugiej strony mam wrażenie, że mój czas się jakoś tak dziwnie rozciągnął. Kilka dni temu nauczyłam się odpuszczać i teraz czuję w sobie niesamowity spokój. Nie spodziewałam się, że uda mi się tu pojawić przed końcem stycznia, a wystarczyło dać sobie więcej czasu, pozwolić sobie choć raz na niebycie doskonałą.
Czuję się teraz tak, jakbym obserwowała życie z boku. Spokojnie sobie oddycham i patrzę na tę pędzącą w dół stoku śniegową kulę, z której przed chwilą wyskoczyłam. I, pomimo wszystkich innych uczuć tłoczących się we mnie, w środku, ten widok sprawia, że znów żyję. Nie, nie tylko żyję. Ja moje życie przeżywam!
Ten tryptyk ATC (jest tak bardzo mój!) wykonałam w listopadzie, jeszcze w ramach DT Scrapbooking Shop. Słowa pochodzą z wiersza Stanisława Barańczaka, polecam poczytać. Trzymajcie się!
środa, 23 listopada 2016
Po warsztatach z Gurianą
W ostatnią sobotę na Art in Town spróbowałam czegoś zupełnie nowego. Co prawda warsztaty z Gurianą to nie był mój pierwszy raz z lutownicą, ale jeszcze nigdy nie używałam jej w ten sposób. Dorota uczyła nas, jak z płaskich kawałeczków miedzi stworzyć coś zupełnie nowego - małą ramkę na tekst. Długo czekałam na te warsztaty i byłam bardzo podekscytowana. Tworzyłyśmy na bazie starej książki w bardzo gurianowym, tkaninowym i postrzępionym stylu. Mam nadzieję, że udało mi się na zdjęciach przemycić choć trochę tego babcinego ciepła, które kryje się w moim nowym art journalu.
Przepraszam, że ostatnio jest tu tak mało słów, które przecież są dla mnie bardzo ważne. Dookoła tłoczy się zbyt wiele smutków i obowiązków, a potencjał klawiatury muszę poświęcać na sprawy mniej memu sercu bliskie. Działa to przytłaczająco i sprawia, że zaniedbuję sfery, które powinnam pielęgnować.
sobota, 12 listopada 2016
Warsztaty drukarskie
Gdzieś pośród ostatniego lata błądziłam sobie ulicami Warszawy aż znienacka trafiłam tam - do nowo otwartej Galerii Pięknych Książek. I przepadłam wśród licznych egzemplarzy książek artystycznych przywiezionych z różnych stron świata. Wszystkie robione ręcznie, w których nie tylko słowa mają znaczenie, ale także faktura papieru, zapach farby, ich oryginalny kształt. Których po prostu trzeba dotknąć.
Właściciel Galerii - Gwido - już wtedy zapowiedział warsztaty druku, które od dawna siedziały mi w głowie. Czekałam na nie niecierpliwie aż do ostatniej niedzieli. Wszystko zaczęło się od krótkiego słowa o metodach druku, potem każdy z nas wybrał sobie haiku, które mieliśmy przenieść na papier na jednej wspólnej pracy.Ja wybrałam haiku autorstwa Basho. W wierszowniku układaliśmy po kolei czcionki. Musieliśmy je bardzo mocno trzymać, żeby się nie porozsypywały. Gotowe wersy trafiły do ramy, a ona, po ułożeniu kompozycji i zabezpieczeniu czcionek przed wypadaniem, na maszynę drukarską.
Najbardziej wyczekiwanym i ekscytującym momentem było pojawienie się na próbnym papierze liter mokrych od farby. Jednak wcześniej trzeba było jeszcze rozetrzeć farbę, nałożyć ją i rozprowadzić na wałkach maszyny, które następnie barwiły czcionki. Ale gdy wszystko było już przygotowane i do maszyny włożyliśmy pierwszy arkusz, serce zabiło mi mocniej. Widziałam, jak spod wałka wyłaniają się świeżo wydrukowane litery. Nie zawsze idealne, a piękne. Pewnie dlatego zajęłam miejsce diabła drukarskiego - odbierałam arkusze wychodzące z maszyny.
No i najważniejsze - efekt naszej pracy:
Zdjęcia robił nasz mistrz Gwido - dlatego nie ma go na żadnym z nich. Wszystkich serdecznie zapraszam na fejsbukową stronę Galerii. Wystarczy kliknąć o tu.
wtorek, 11 października 2016
Część Pierwsza
We wrześniu dołączyłam do grona projektantów Scrapbooking Shopu, czyli najładniejszego sklepu w Warszawie, gdzie każda prawdziwa scrapbookerka może umrzeć ze szczęścia. Zdjęcia z jego wnętrza na pewno się tu już niedługo pojawią.
Jako pierwszą inspirację przygotowałam podłużny notesik wykonany ze skrawków papierów scrapbookingowych, które tak bardzo lubię, stron ze starych książek i gazet, potem delikatnie zmediowałam okładkę. W środku znalazł się stary czerpany papier.
Użyte przeze mnie produkty:
bindownica Cincha z kwadratowymi dziurkami
czarny tusz Memento
przezroczyste gesso Primy
Soft Gloss Gel Primy
czarny tusz Memento
przezroczyste gesso Primy
Soft Gloss Gel Primy
piątek, 9 września 2016
Środa, na zegarku 12:45. Myśli Jody oscylują gdzieś wokół motyli, które pieczołowicie wyrysowuje w zeszycie do drgań (na całe szczęście ma gładkie kartki). Nagle zamiast łopotu skrzydełek do jej uszu dochodzi głos pana doktora: .. a dzieje się tak, dlatego że teraźniejszość nie zależy od przyszłości, takie są prawa fizyki. Ale w życiu jest zupełnie inaczej. Zapytajcie o to rodziców. Ja na przykład, gdy pierwszy raz ją zobaczyłem, wiedziałem, że będzie moją żoną. I tak się stało.
__________________________________________________________________
To zdarzyło się już dawno temu, ale inspiruje do dziś. Na przykład do takich kartek ślubnych:
Życzę Wam złotych liści na drzewach, słońca i miłości!
środa, 24 sierpnia 2016
Każdy czasem robi coś złego
Joda zaczęła bardzo wcześnie. To było już w przedszkolu. Na dywanie leżał kartonikowy obrazek - dzik w niebieskiej ramce z podpisem "dzik". Z drugiej strony był rzep, dzięki któremu można go było gdzieś przyrzepić. I, nie wiedzieć czemu, Jodzie obrazek spodobał się tak bardzo, że niechcący włożyła go do kieszeni swoich zielonych spodni. W domu nie bardzo wiedziała, co z nim zrobić, więc przyrzepiła go do firanek w kuchni, a na pytania zdziwionej mamy odparła, że go "dostała".
Następnego dnia w przedszkolu obrazek był poszukiwany przez panie przedszkolanki. Okazało się, że to bardzo ważny obrazek, z czego mała Joda nie zdawała sobie chyba wcześniej sprawy. Na wieść o tym zbladła i przełknęła głośno ślinę, ale nie pisnęła ani słówka. Potem całą noc nie spała, zastanawiając się, jak z tej sytuacji wybrnąć. Z tej małej Jody tchórz był straszliwy. Nie chciała się przyznać, że ona, najgrzeczniejsza dziewczynka w całym przedszkolu, ukradła (!) takiego ważnego dzika. Następnego dnia zakradła się więc do sali grupy drugiej, kiedy nikogo tam nie było i dyskretnie położyła dzika na biurku pani Grażynki, po czym przerażona uciekła. Oby tylko nikt się o tym nie dowiedział!
Następnego dnia w przedszkolu obrazek był poszukiwany przez panie przedszkolanki. Okazało się, że to bardzo ważny obrazek, z czego mała Joda nie zdawała sobie chyba wcześniej sprawy. Na wieść o tym zbladła i przełknęła głośno ślinę, ale nie pisnęła ani słówka. Potem całą noc nie spała, zastanawiając się, jak z tej sytuacji wybrnąć. Z tej małej Jody tchórz był straszliwy. Nie chciała się przyznać, że ona, najgrzeczniejsza dziewczynka w całym przedszkolu, ukradła (!) takiego ważnego dzika. Następnego dnia zakradła się więc do sali grupy drugiej, kiedy nikogo tam nie było i dyskretnie położyła dzika na biurku pani Grażynki, po czym przerażona uciekła. Oby tylko nikt się o tym nie dowiedział!
_________________________________________________________________________________
Takie maleństwo w prezencie dla Pana Sentio:
Wdychajcie jeszcze te ostatnie chwile lata!
Subskrybuj:
Posty (Atom)



























