czwartek, 26 marca 2015

Proces twórczy


Spełnienie. To niezwykle górnolotne słowo, ale świetnie określa mój stan ducha. 

Czasem jest tak, że wpada Ci w ręce papier, zdjęcie lub po prostu kolor i wiesz, że musisz, absolutnie MUSISZ coś z tego stworzyć. Czasem jest też tak, że po prostu Twój przyjaciel ma urodziny i chcesz obdarować go wyjątkowo. Czasem tworzysz, tworzysz i tworzysz, zalewa Cię coraz większa fala pomysłów. Ale są też takie czasem, że w głowie po prostu pomysł rodzi się sam. Najpierw kiełkuje, potem bardzo powoli rozwija się i dojrzewa. No i siedzi Ci w głowie, sercu i wątrobie jak ten chwast. Nie daje spać po nocach i nic sobie nie robi z tego, że Ty po prostu nie możesz teraz, nie masz czasu i warsztatu przy sobie. I nie zaznasz spokoju, póki nie usiądziesz przy biurku Jody i nie pozwolisz jej ręce tworzyć. 

Tak właśnie powstały "ulotne".



"do what makes you come alive"

A po "ulotnych" przyszło owo wspaniałe spełnienie. Czy istnieje inny powód, dla którego to wszystko robimy?



I prosta kartka zrobiona bardziej przez wzgląd na okoliczności kalendarza, nie z wewnętrznych potrzeb serca. Na wyzwanie Na Strychu:




 


piątek, 13 lutego 2015

Jakub

Wracam do domu, odpalam lapka, wchodzę na fejsa. Kuba ma nową profilówkę, scroll down, Jak zatrzymać faceta? - siedem najlepszych sposobów ("czy wyglądam na aż tak zdesperowaną?!"), scroll down, Ania znów jest z Tomkiem... Stop! Scroll up, up, up. Kuba ma nową profilówkę! Już widzę ją w swoich łapkach... dodałabym trochę... Apetyt wciąż rośnie. 

Niewinnie zaczynam rozmowę: "Cześć Kuba! Wyślesz mi swoje profilowe?".

To było kilka miesięcy temu. Dziś, gdy już to zrobiłam, nie do końca jestem zadowolona z efektu:




PS Ania i Tomek nie istnieją, byli mi potrzebni tylko ze względów artystycznych.

PS2 Z tym "Jak zatrzymać faceta?"to już bez ściemy. Naprawdę nie wiem, na jakie strony zawędrowałam, że regularnie wyskakują mi te reklamy. Czasem podsyłam screeny mojemu lubemu - niech wie, z kim ma do czynienia i jakie znam sztuczki!

piątek, 30 stycznia 2015

Jedziemy na wycieczkę!

A tak właściwie, to już wróciliśmy. Pół roku temu. Wprost na mój pierwszy wykład z analizy w kończącym się właśnie semestrze. W niedzielę w południe zbierałam jeszcze muszelki na plaży gdzieś nieopodal Wenecji, a już w poniedziałek o 8:15 notowałam twierdzenie o zamianie całki powierzchniowej niezorientowanej na podwójną. Te pół roku minęło szybciutko, analizę mam już zaliczoną, a dopiero dziś mam zaszczyt przedstawić Wam najfajniejszą pamiątkę, którą zdarzyło mi się przywieźć z podróży. 














wtorek, 27 stycznia 2015

Pomysłownik

Dziś mam wolne popołudnie. Jutro żadnego kolosa, zerówki, zaliczenia, nie pali się żaden projekt. Dowiem się może tylko, jak kiepskim inżynierem będę. Nie pierwszy raz w takiej sytuacji myślę sobie: wrzucę coś na bloga! Tak tu pusto, tak rzadko pojawia się coś nowego. Nie dzieje się tak dlatego, że nie tworzę (choć tworzę na pewno mniej, niż bym chciała, zdjęcia ustawiły się już w dość długą kolejkę do publikacji). Nie dlatego, że wszystko, co tworzę okazuje się być klapą, która nie powinna ujrzeć światła dziennego (choć i tak się zdarza). Po prostu nie lubię pisać, nie mając nic do powiedzenia (tak jak teraz na przykład!). Ani jednej historii, anegdotki, kilku ciekawych słów. Więc mam dziś wolne popołudnie. Ale słowa nie chcą przyjść. Nic na siłę. Napiszę coś innym razem. 




poniedziałek, 29 grudnia 2014

O tym, co Pan Sentio dostał na urodziny

Raz w roku zdarza się taki dzień, w którym Pan Sentio obchodzi rocznicę swych urodzin. Ostatnio padło na pewien jeszcze jesienny poniedziałek. Pan Sentio to miłośnik prezentów praktycznych, natomiast Jo Da to postać znana z podarunków zupełnie niepotrzebnych, w które jednak włożone jest całe serce. Zatem Pan Sentio, jak się już pewnie domyślacie, dostaje na urodziny dwa prezenty - jeden, który cieszy jego samego i drugi, który cieszy mnie. W tym roku padło na szampon do brody, aby mógł dbać o swój drwalozarost (bo to w końcu mężczyzna z krwi i kości) oraz to, nikomu niepotrzebne coś:






To książka, która została przeze mnie totalnie przeobrażona. Otwiera się tylko na jednej stronie. A w środku:


oraz życzenia prosto z serca.  Ten chłopiec to prześliczny stempel Mo, którego pokolorowałam kredkami akwarelowymi. Użyłam też tuszy Distress, farb i mgiełek z 13arts.




wtorek, 11 listopada 2014

O lesie rzeczy

A właściwie o silva rerum, które niedawno zrobiłam jako prezent dla pewnego gentlemana. Sylwy to takie "domowe Biblie" spisywane niegdyś przez każdego szanującego się szlachcica. Trafiały do nich rodzinne historie, próbki twórczości poetyckiej, wzmianki o tym, co działo się wówczas na świecie i w kręgu rodziny, drzewa genealogiczne, refleksje na temat życia tudzież przepisy kulinarne, przechowywano w nich także pamiątki (bileciki, pukle włosów). 




piątek, 1 sierpnia 2014

Maliny w czekoladzie

Miało być szaleństwo, więc darłam, ciapałam, gięłam, cięłam i kropiłam. A wyszło jak zwykle... czyli delikatnie i oszczędnie. I dietetycznie, bo czekoladę sama zjadłam. Dodałam tylko listek mięty.






A to wszystko przez sobotnie śniadanie z panem Sentio naleśniki z czekoladą i malinami. Według mnie najpyszniejsze połączenie na świecie. K. nie mógł się wypowiedzieć, bo miał pełną buzię.