poniedziałek, 25 maja 2015

Ja i Pan Jeż

Próbuję z historii, które ostatnio mi się zdarzyły, wybrać tę, która najbardziej odzwierciedli mój dzisiejszy nastrój. Myślę o tym, jak w ostatni piątek przez kilka godzin budowałam olbrzymią piaskownicę, w której jeździł łazik marsjański. O tym, jak szukaliśmy do niej piasku. I chyba jednak zdecyduję się na spotkanie z Panem Jeżem. W samym środku Warszawy.

Było niewiele przed północą, szłam sobie przez chodniczek przecinający wąski pas zieleni. Nagle, ni stąd, ni zowąd, coś zaszeleściło w trawie. Pan-bardzo-duży-Jeż. I przestraszył się równie mocno jak ja. Szybko jednak zrozumiałam, że to ja muszę zachować zimną krew. Patrzyliśmy siebie w oczy i widziałam, jak mocno drga jego ciałko, z częstotliwością bliską bicia mego serca. Bardzo chciałam go uspokoić, wiedziałam, że jeśli tylko ruszę dalej, gotowy jest podskoczyć ze strachu i, nie daj Boże, wydać ostatnie tchnienie. A ja miałabym na sumieniu osierocone małe jeżątka. Sytuacja była patowa. Wzięłam głęboki oddech i wysunęłam powoli prawą stopę przed siebie, po czym zaczęłam przenosić na nią ciężar ciała, cały czas obserwując Pana Jeża. Oczywiście reakcja jego była natychmiastowa - schował swój maleńki pyszczek w swoje jeszcze bardziej maleńkie łapki. Wyglądał przy tym tak ludzko, że nagle to całe nazywanie go Panem Jeżem przestało mi się wydawać infantylne. Pobiegłam co sił w nogach do drzwi klatki, by zniknąć, zanim znów spojrzy na ciemne podwórko zza pazurków. W podskokach dopadłam okna na pierwszym piętrze i obserwowałam jak znika po drugiej stronie chodnika w ciemnej trawie. Ot takie miłe wieczorne spotkanie. 





piątek, 24 kwietnia 2015

Serca poruszyciel

Okoliczności tego zdarzenia nie są zbyt istotne. Ważne jest tylko to, że pewnego razu znalazłam się na ławce na przeciwko starszego pana. Był bardzo chudy i wysuszony, łysawy, ubrany w szary golf , którego kolor idealnie zlewał się z jego skórą. Miał też szelki. Już pierwsze spojrzenie na niego wywołało u mnie słone ukłucie w sercu. Siedział sobie cichutko i spokojnie, wpatrzony gdzieś w dal. Gdy tak patrzyłam sobie na niego w najlepsze, on postanowił wyciągnąć z przetartego plecaka kanapkę. Zaczął jeść, a ja pod powiekami poczułam szczypanie, w gardle wielką gulę. Ale to nie był koniec. Prawdziwe apogeum smutku przeżyłam w chwili, gdy on sięgnął po termos i wlał sobie herbaty do kubeczka po lodach (działo się to w środku zimy, więc myślę, że kubeczek ten służył mu nie raz). Już nie było dla mnie ratunku, słone kropelki same zaczęły cieknąć mi po policzkach. Wstałam więc i szybko popędziłam przed siebie, żeby tylko nie zauważył mego rozczulenia.

Dziennik, który niedawno się wykluł. Idealny na takie wspomnienia. Zdjęcia autorstwa Kuby, muszelki rozsypała Julka.







I jeszcze kartka ślubna. Część kresek to Prima, część to ręka Jody.



Dobrej nocy!


poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Pierwsze kroki

Uczę się, na razie ledwie raczkuję. Ale najważniejsze, że nareszcie potrafię zdobyć się na odwagę. Otworzyć szufladę i wskoczyć w przepaść. Odkręcić słoiczki pełne kolorów. Papier wycinać z zamkniętymi oczami. Dać się zaskoczyć. Eksperymentować. I pogodzić się z tym, że końcowy efekt jest tak niedoskonały. 



Zdjęcie znalezione wśród pamiątek po Dziadku. Teraz nie żyje już nikt, kto mógłby mi powiedzieć, kim są dziewczynki ze zdjęcia. Podpis na odwrocie: "Na pamiontke ksiendzu. G.W."



Śpijcie najlepiej!

czwartek, 26 marca 2015

Proces twórczy


Spełnienie. To niezwykle górnolotne słowo, ale świetnie określa mój stan ducha. 

Czasem jest tak, że wpada Ci w ręce papier, zdjęcie lub po prostu kolor i wiesz, że musisz, absolutnie MUSISZ coś z tego stworzyć. Czasem jest też tak, że po prostu Twój przyjaciel ma urodziny i chcesz obdarować go wyjątkowo. Czasem tworzysz, tworzysz i tworzysz, zalewa Cię coraz większa fala pomysłów. Ale są też takie czasem, że w głowie po prostu pomysł rodzi się sam. Najpierw kiełkuje, potem bardzo powoli rozwija się i dojrzewa. No i siedzi Ci w głowie, sercu i wątrobie jak ten chwast. Nie daje spać po nocach i nic sobie nie robi z tego, że Ty po prostu nie możesz teraz, nie masz czasu i warsztatu przy sobie. I nie zaznasz spokoju, póki nie usiądziesz przy biurku Jody i nie pozwolisz jej ręce tworzyć. 

Tak właśnie powstały "ulotne".



"do what makes you come alive"

A po "ulotnych" przyszło owo wspaniałe spełnienie. Czy istnieje inny powód, dla którego to wszystko robimy?



I prosta kartka zrobiona bardziej przez wzgląd na okoliczności kalendarza, nie z wewnętrznych potrzeb serca. Na wyzwanie Na Strychu:




 


piątek, 13 lutego 2015

Jakub

Wracam do domu, odpalam lapka, wchodzę na fejsa. Kuba ma nową profilówkę, scroll down, Jak zatrzymać faceta? - siedem najlepszych sposobów ("czy wyglądam na aż tak zdesperowaną?!"), scroll down, Ania znów jest z Tomkiem... Stop! Scroll up, up, up. Kuba ma nową profilówkę! Już widzę ją w swoich łapkach... dodałabym trochę... Apetyt wciąż rośnie. 

Niewinnie zaczynam rozmowę: "Cześć Kuba! Wyślesz mi swoje profilowe?".

To było kilka miesięcy temu. Dziś, gdy już to zrobiłam, nie do końca jestem zadowolona z efektu:




PS Ania i Tomek nie istnieją, byli mi potrzebni tylko ze względów artystycznych.

PS2 Z tym "Jak zatrzymać faceta?"to już bez ściemy. Naprawdę nie wiem, na jakie strony zawędrowałam, że regularnie wyskakują mi te reklamy. Czasem podsyłam screeny mojemu lubemu - niech wie, z kim ma do czynienia i jakie znam sztuczki!

piątek, 30 stycznia 2015

Jedziemy na wycieczkę!

A tak właściwie, to już wróciliśmy. Pół roku temu. Wprost na mój pierwszy wykład z analizy w kończącym się właśnie semestrze. W niedzielę w południe zbierałam jeszcze muszelki na plaży gdzieś nieopodal Wenecji, a już w poniedziałek o 8:15 notowałam twierdzenie o zamianie całki powierzchniowej niezorientowanej na podwójną. Te pół roku minęło szybciutko, analizę mam już zaliczoną, a dopiero dziś mam zaszczyt przedstawić Wam najfajniejszą pamiątkę, którą zdarzyło mi się przywieźć z podróży. 














wtorek, 27 stycznia 2015

Pomysłownik

Dziś mam wolne popołudnie. Jutro żadnego kolosa, zerówki, zaliczenia, nie pali się żaden projekt. Dowiem się może tylko, jak kiepskim inżynierem będę. Nie pierwszy raz w takiej sytuacji myślę sobie: wrzucę coś na bloga! Tak tu pusto, tak rzadko pojawia się coś nowego. Nie dzieje się tak dlatego, że nie tworzę (choć tworzę na pewno mniej, niż bym chciała, zdjęcia ustawiły się już w dość długą kolejkę do publikacji). Nie dlatego, że wszystko, co tworzę okazuje się być klapą, która nie powinna ujrzeć światła dziennego (choć i tak się zdarza). Po prostu nie lubię pisać, nie mając nic do powiedzenia (tak jak teraz na przykład!). Ani jednej historii, anegdotki, kilku ciekawych słów. Więc mam dziś wolne popołudnie. Ale słowa nie chcą przyjść. Nic na siłę. Napiszę coś innym razem.